Willa Jodła
HeritageWilla Jodła w Wiśle — najstarszy nieprzerwanie działający pensjonat w mieście
Wyobraź sobie poranek w połowie lat trzydziestych. Lokomotywa sapie pod górę, ciągnąc za sobą wagony pełne letników z Katowic, Krakowa i Warszawy. Za oknami migają świerki, dym z komina miesza się z zapachem żywicy. Gdy pociąg zwalnia na stacji w Wiśle, podróżni wysiadają w miejscowość, która właśnie przeżywa swój złoty wiek — wśród zielonych stoków Beskidu Śląskiego rosną jak grzyby po deszczu drewniane wille i pensjonaty. Jedna z nich, postawiona właśnie w tamtym czasie przy ulicy Groniczek, stoi do dziś. To Willa Jodła — budynek, który przetrwał wojnę, nacjonalizację, zapomnienie i wreszcie — odrodzenie.

Bracia Steffek i narodziny „Zakopianki"
W 1934 roku bracia Steffek — miejscowi przedsiębiorcy — wznieśli przy ulicy Groniczek 2 drewniany budynek według projektu architekta Franciszka Landeckiego. Był to czas gorączkowego rozwoju Wisły: zaledwie pięć lat wcześniej doprowadzono do centrum linię kolejową, w 1930 roku na Czarnym Groniu stanął Zameczek Prezydenta Mościckiego, a Śląski Wojewoda Michał Grażyński konsekwentnie zamieniał pasterską wioskę w nowoczesny kurort. Bracia Steffek postanowili złapać falę — ich pensjonat w stylu zakopiańskim miał przyciągać letników szukających górskiego spokoju.
Budynek ochrzczono „Zakopianką" — nazwą, która wprost odwoływała się do modnego wówczas stylu architektonicznego, z ozdobnymi balkonami, stromym dachem i drewnianymi zdobieniami. Na tym miejscu wcześniej nie stał żaden obiekt mieszkalny — bracia wznieśli mury od fundamentów, kładąc kamienne ściany oporowe, które przetrwały do dziś. Wszystkie pozwolenia i plany architektoniczne zachowały się w archiwach.

Przez wojnę i PRL — ciągłość, której nie przerwało nic
To, co czyni Willę Jodła wyjątkową, to nie sama architektura — lecz fakt, że nigdy nie przestała działać. Gdy we wrześniu 1939 roku Wehrmacht wkroczył na Śląsk Cieszyński, większość pensjonatów w Wiśle zamknięto lub zarekwirowano. „Zakopianka" jakoś przetrwała — oficjalnie przyjmowała wczasowiczów i rekonwalescentów, prowadziła sprzedaż piwa i tytoniu. Nieoficjalnie, jak wspominają lokalne przekazy, budynek służył jako punkt opatrunkowy dla miejscowych partyzantów.
Po wojnie przyszła nacjonalizacja. Willę przejęło państwo, a jej ściany poznały zupełnie nowych lokatorów. W latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych mieściła się tu szkoła Straży Pożarnej — w drewnianych pokojach, gdzie kiedyś letnicy czytali Reymonta, strażacy uczyli się ratować życie. Później budynek trafił pod zarząd Funduszu Wczasów Pracowniczych, stając się jednym z tysięcy ośrodków wypoczynkowych PRL-u — z typowymi dla epoki kolorowymi narzutami na łóżkach i zapachem zupy pomidorowej na korytarzu.

Po przełomie 1989 roku willę zaczęto dzierżawić prywatnym osobom. Przez kolejne trzy dekady budynek działał nieprzerwanie, choć bez większych inwestycji — drewno się starzeło, wnętrza traciły dawny charakter, a pamięć o braciach Steffek i architekcie Landeckim powoli zacierała się w zbiorowej świadomości.
Odrodzenie — Jodła w XXI wieku
Przełom nastąpił w 2021 roku, gdy prywatny nabywca zdecydował się kupić willę i przywrócić jej dawne oblicze. Rozpoczęła się mozolna praca: odmalowano pokoje i korytarze, wymieniono meble, zadbano o otoczenie — stare drzewa wokół budynku, które tworzą naturalną enklawę ciszy w samym centrum Wisły. Gdzieś w trakcie tych zmian budynek stracił swoją pierwszą nazwę i stał się tym, czym jest dziś — Willą Jodła, nazwaną od świerków otaczających posesję.
Jak przyznają obecni gospodarze, pracy wciąż jest wiele. Celem jest przywrócenie przedwojennego wystroju wnętrz i pozwolenie Jodle, by w pełni odzyskała dawną świetność — a jednocześnie stała się wygodniejsza niż kiedykolwiek. To delikatna równowaga między wiernością historii a współczesnymi oczekiwaniami gości.

Świadek epoki — dlaczego Jodła ma znaczenie
Willa Jodła to nie jest kolejny ładny pensjonat w górach. To najstarszy nieprzerwanie działający obiekt noclegowy w Wiśle — budynek, który pamięta czasy, gdy Wisła dopiero stawała się kurortem. W jego ścianach zakodowana jest cała historia polskiej turystyki górskiej XX wieku: od międzywojennego optymizmu, przez lata okupacji, PRL-owską masówkę, aż po współczesne poszukiwanie autentyczności.
Wisła zawdzięcza swoją tożsamość ludziom takim jak Bogumił Hoff, który w 1882 roku jako pierwszy dostrzegł w beskidzkiej wiosce potencjał letniska. Zawdzięcza ją architektom jak Landecki, rzemieślnikom jak bracia Steffek, a także tysiącom bezimiennych gości, którzy przez dziewięćdziesiąt lat wchodzili po drewnianych schodach na piętro, żeby rano obudzić się z widokiem na góry. Każdy z nich zostawił tu cząstkę siebie — w wytartych progach, w rysach na balustradzie, w opowieściach przekazywanych z pokolenia na pokolenie.
Najstarsze znane zdjęcie budynku — wykonane w 1937 roku przez Henryka Poddębskiego, jednego z najważniejszych polskich fotografów międzywojennych — przechowywane jest dziś w zbiorach Narodowego Archiwum Cyfrowego. To zaledwie trzy lata po budowie, a „Zakopianka" wygląda już jak część krajobrazu, jakby stała tu od zawsze.
Żywy pomnik — i to, co jeszcze może się ujawnić
Willa Jodła stoi dziś przy ulicy Groniczek 2 — dwanaście minut piechotą od Parku Kopczyńskiego, dwadzieścia od rynku. Otoczona starymi drzewami, drewniana, z charakterem górskiego schroniska i komfortem współczesnego pensjonatu. Wciąż przyjmuje gości, jak w 1934 roku.
Ten artykuł powstał częściowo dzięki starym fotografiom i nagraniom, które ujrzały światło dzienne, gdy ktoś przyniósł swoje osobiste wspomnienia do digitalizacji. To skłoniło nas do pytania — ile jeszcze takich skarbów kryje się na strychach, w pudełkach po butach, w starych szafach — materiałów związanych z Willą Jodła, z historią Wisły, z ludźmi, którzy tu przyjeżdżali? Jeśli ktokolwiek posiada stare zdjęcia, filmy czy nagrania związane z tym miejscem, firmy takie jak EachMoment mogą pomóc w ich zabezpieczeniu dla przyszłych pokoleń.